Siema!

Ostatnie kilka dni można śmiało określić mianem smutnych, pełnych nostalgii i żalu. Przepełnionych niesprawiedliwością i smutkiem. Nie sposób przejść obok tego obojętnie, zbyt boli, spędza sen z powiek…

Odchodzą od nas ludzie, przedwcześnie, nagle i niespodziewanie. Inni natomiast dopuszczają się niezrozumiałych pozbawionych sensu czynów, które pozbawiają dzieci ojca, odbierają uśmiech i sprawiają ogromny, przeszywający ból. Ranimy siebie nawzajem, z uśmiechem na twarzy. Z wypisanym na czole „ja Ci pokaże”. Ranimy bo nie podoba nam się czyjaś sukienka, kolor włosów czy zdjęcie na portalu… Zazdrościmy, w chory sposób zazdrościmy…

Zamiast wziąć swoje życie, w swoje własne ręce, każdego dnia rozliczamy innych z tego co im wyszło, bądź co bardziej modne, z porażek…Tym samym puszczając przez palce nasze własne, niepowtarzalne życie. Karmimy się „hejtem”, wszechobecnym…

Z uśmiechem na twarzy czytamy kąśliwe komentarze pod adresem znanego CZŁOWIEKA, zaciskamy zęby, śledzimy na bieżąco, czy przypadkiem KTOŚ nie posunął się jeszcze dalej w pluciu jadem.

Jesteśmy najgorszą wersja samych siebie, kryjąc się za filtrami, lajkami i wszystkim co tak naprawdę nie ma żadnej wartości, a może ma?

-siema!

The last few days can be easily described as sad, full of nostalgia and regret. Overflowing with injustice and sadness. It is impossible to pass by indifferently, it hurts too much, it sleeps at night … People leave us, prematurely, suddenly and unexpectedly. Others, on the other hand, commit incomprehensible, meaningless deeds that deprive father of their children, take away their smile and cause huge, piercing pain. We hurt each other with a smile on our face. With „written on the forehead” „I’ll show you”. We hurt because we do not like someone’s dress, hair color or a picture on the portal … We are jealous, we are jealous in a sick way … Instead of taking our lives, into our own hands, every day we settle others from what came out to them, or more fashionable, with defeats … Thus, letting go our own, unique life through fingers. We feed on „hate”, omnipresent … With a smile on our faces, we read biting comments about a well-known HUMAN, grit our teeth, keep track of whether or not SOMEONE has gone even further in spitting venom. We are the worst version of ourselves, behind the filters, likes and everything that really has no value, or maybe it has? -Yo!

Reklamy

nie|wiarygodna|siła un|believable|strength

Jak silnym musi być człowiek żeby poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby? Jak wiele czasu musi upłynąć by zaakceptować wszechobecny brak i pustkę?

Niemal każdego dnia w pracy słyszę o tragediach jakie spotykają ludzi, rodziców, którzy tracą dzieci, dzieci, którym z dnia na dzień los odbiera rodziców, długo by wymieniać….

Do głowy napływają mi wtedy myśli…co byłoby gdyby to mnie coś takiego spotkało? Czy potrafiłabym, czy miałabym na tyle siły by wstać następnego dnia i mierzyć się z otaczająca mnie rzeczywistością?

Więc,

dzielmy się uczuciami, nie kryjmy ich bo nie wiemy jaki będzie nasz poranek i czy będzie jakikolwiek. Kochajmy ♥️

How strong must a man be to cope with the loss of a loved one? How much time must it take to accept the omnipresent lack and emptiness?

Almost every day at work, I hear about the tragedies that meet people, parents who lose children, children who take their fate away from their parents day by day, long to exchange ….

Minds come to my head then … what would happen if this happened to me? Could I, would I have enough strength to get up the next day and face the reality that surrounds me?

So,

let’s share our feelings, let us not hide them because we do not know what our morning will be like and whether it will be any. Let’s love ♥ ️

Honestbluff czyli jak znaleźć siebie.

Zaczynasz rok.

Wróć. Zaczynasz Nowy Rok. Wpisy na internetowych kontach spieszą z sentencjami na temat nowej- starej rzeczywistości. Nowy Rok- nowa Ja, Nowy Rok- zacznę ćwiczyć, Nowy Rok- zmienię pracę…

Ja zmianę zaczynam od braku zmian, wracam do pozostawionej na czas sylwestrowego wyjazdu codzienności, do małego pokoiku, całkiem podobnego do tego przy ulicy Privet Drive 4. Czy zastanawiałam się co mogę zmienić w Nowym Roku? Oczywiście! Setki raz, w drodze do pracy, popijając kawę w domu… Dziś, jadąc samochodem, pomyślałam, że zmiany zacznę od ograniczenia czasu jaki spędzamy przy telefonie. Nonsens? Delikatny, ponieważ kilka godzin później, ściskając w garści telefon czynię swój pierwszy wpis, tak! Właśnie ten.

Wracając do jazdy autem, uwielbiam jechać przed siebie zastanawiając się nad tym co mogę a czego nie mogę zmienić w swoim życiu. Dziś przyłapałam się na bardzo podłej rzeczy… mianowicie pijąc kawę z rodzicami, przeglądałam portale, na słowa mamy reagując lekceważącym kiwaniem głowy. Nieładnie… bardzo nieładnie. Teraz kiedy o tym myśle jest mi wstyd.

Kiedy już uzmysłowiłam sobie beznadzieję tamtej sytuacji, sięgnęłam pamięcią jeszcze dalej… to nie pierwszy raz kiedy zamiast z kimś rozmawiać i poświęcać mu 100% uwagi, ja przeglądam telefon albo myślami odpływam na drugi koniec planety. Czy to normalne? Tak bardzo gonimy za nowymi postanowieniami, wyzwaniami, szukamy nowych przygód. A może największym wyzwaniem jest dla NAS, w czasach w których żyjemy, zatrzymać się i skupić na chwili, która trwa właśnie teraz.

To właśnie będzie moje postanowienie noworoczne. Rozmawiać, oddając rozmówcy 100% uwagi. A Wy, drodzy czy macie odwagę przyłapać samych siebie na nieobecności w teraźniejszości?

You start a year. Back. You start the New Year. Entries on internet accounts are in a hurry with sentences about the new-old reality. New Year – new Me, New Year – I will start to practice, New Year – I will change my job … I start the change with no change, I return to the New Year’s Eve of everyday life, to a small room, quite similar to Privet Drive 4. Have I wondered what I can change in the New Year? Of course! Hundreds of times, on the way to work, sipping coffee at home … Today, driving a car, I thought I would start changing the time limit on the time we spend on the phone. Nonsense? Gentle, because a few hours later, clutching the phone I make my first entry, yes! That’s it. Coming back to driving, I love to go ahead thinking about what I can and can not change in my life. Today I caught myself in a very mean thing … drinking coffee with my parents, browsing the portals, reacting to my mother’s words with a dismissive nod. Not nice … very unkind. Now that I’m ashamed of this idea. Once I realized the hopelessness of that situation, I reached out with my memory even further … it’s not the first time when instead of talking to someone and giving him 100% attention, I am browsing the phone or thinking about going to the other end of the planet. Is it normal? They are so much chasing new decisions, challenges, looking for new adventures. And maybe the biggest challenge is for the US, in the times we live in, to stop and focus on the moment that lasts right now. This will be my New Year’s resolution. Talk, giving your interlocutor 100% attention. And you, dear, do you have the courage to catch yourself in the absence of the present?